Urlop – piękna sprawa! Człowiek czeka na niego calusieńki, okrąglusieńki rok, planując, planując, planując… Siedząc bezpiecznie w ciepełku kaloryferów, roztacza przed samym sobą śmiałe wizje, które rozgrzewają go nie gorzej, niż wypełnione gorącą wodą żeberka: a może Malediwy? Albo Hiszpania? Grecja? Ha! Czemu nie Hawaje?! W końcu urlop to urlop – ma być pięknie, ma być egzotycznie, ma… nie być tak, ostatnio.

No właśnie. Zazwyczaj – gdy przychodzi do ustalania konkretów – rozmach wakacyjnych planów straszliwie się kurczy i ma mniej więcej taki zasięg, jak kiwnięcie małego palca od stopy, obsznurowanej solidnym obuwiem. Bowiem śmiałe plany to jedno, a ich realizacja – to drugie. No bo jeśli w tych planach człowiek musi uwzględnić najbliższą rodzinę, czyli: żonę/męża, dziecko/dzieci, kota, psa, rybki – i akwarium… No to dobrze być nie może.

Wszystko, rzecz jasna, rozbija się o pieniądze! Gdyby człowiek miał ich całe mnóstwo, to wynająłby jakiegoś tam Dreamlinera i z całym dobytkiem (to akwarium jednak zajmuje trochę przestrzeni…) przeleciałby w mgnieniu oka w hawajskie tropiki. A tak? Nie dość, że musi się wcisnąć z niezbędnym bagażem (i akwarium) do wysłużonego kombi, to jeszcze te Hawaje wypadają ździebełko za drogo i trzeba szukać czegoś bliżej.

Pół biedy, gdy stać człowieka na dobry pensjonat, stołowanie się w restauracjach czy innych jadłodajniach. Gorzej, gdy gotówka, którą dysponuje, ledwo pokryje koszty pola namiotowego, a całe jedzenie trzeba zabrać ze sobą, bo wakacyjne ceny w miejscowościach wczasowych są zaporowe. O lodach i gofrach – 12 zł za sztukę! – nawet nie ma co wspominać.

Człowiek jednak odporny jest – lata praktyki życia od 1-go do 15-go zrobiły swoje – zatem pakuje się w to kombi i pełen wiary we własną pomysłowość (omijać gofry i lody, omijać gofry i lody…) – rusza ODPOCZĄĆ. W końcu ma urlop.

I pewnie wszystko by się udało, gdyby:

- namiot znów nie przeciekał, bo pogoda załamała się w sposób wielce widowiskowy (i na nic pocieszenie, że rzeczy WSZYSTKICH urlopowiczów z pola namiotowego popłynęły do pobliskiej rzeczki);

- żona zagroziła rozwodem, bo kolejny rok spędza wczasy jak przedstawiciel najniższej warstwy społecznej, podczas gdy ta Jola z pracy wygrzewa się na włoskich plażach,

- dzieci jakimś cudem jednak zwietrzyły te koszmarnie drogie smakołyki…

- i w związku z tym zabrakło gotówki na benzynę, zatem powrót do domu był wielce problematyczny…

Wakacje, wyczekany urlop… Hm. Człowiek po powrocie do pracy niemal całuje na powitanie swoje stanowisko, bo wreszcie nic mu nie zalewa głowy ani jej nie suszy – groźbami (rozwodowymi) i prośbami (o forsę na lody). I pewnie wszystko byłoby dobrze, gdyby taki stan zachwytu utrzymał się w człowieku na dłużej. A tymczasem nadchodzi zima – a człowieka nachodzą sentymenty, bo lato, słońce, woda… I znów zamiast przytomnego: „Urlop? Nie, dziękuję!!!” – człowiek sobie roi: Wenecja? Rzym? A może Paryż?…

Jesteś rodzicem. Rozpiera cię radość z dzieła stworzenia ;) , troszczysz się o malucha, pielęgnujesz go, lulasz i nosisz całymi nocami, gdy ma kolki – a wszystko z uśmiechem na ustach. No, prawie wszystko, bo to ząbkowanie, te dyskusje z dwulatkiem, dla którego ‚nie, bo nie’ jest doskonałą odpowiedzią na wszystko… te bójki na śmierć i życie z przygodnym dzieckiem o łopatkę w piaskownicy… No, czyli prawie wszystko. ;)

A potem z uśmiechem na twarzy zaczynasz wraz z dzieckiem odkrywać świat. To jest auto, a to piesek – i piesek mówi ‚hau, hau’. Tak się trzyma łyżeczkę – i tak właśnie kaszka powinna lądować w buzi (a nie na pobliskiej ścianie). Dużo tego jest, a w miarę rozwoju dziecka pojawia się jeszcze więcej. Im starsze i mobilniejsze dziecko, tym większy staje się świat, który ty, dumny i blady z przejęcia rodzicu, chcesz mu pokazać i ‚oswoić’.

I pewnego dnia wpadasz na pomysł, że trzeba pojechać na wycieczkę! Przecież tak fajnie by było, gdyby twój słodki i ciekawy świata maluch pojeździł na kucyku, zobaczył słonia na żywo, poganiał chwilę za kurami w mini-zoo czy wdrapał się na grzbiet dinozaura w jednym z popularnych dino-parków. Fajnie, prawda?

I tu zaczyna się robić ‚ciekawie’. Ty do samochodu, dziecko w ryk. Bo dziś nie ma ochoty siedzieć przymurowane do swojego fotelika (bo gorąco albo ‚bo nie’). A jeśli już siedzi w samochodzie – i właśnie jedziecie autostradą, to ono chce siku/kupę (albo jedno i drugie jednocześnie). Chce jeść i pić, a wszystko już ‚wyszło’, nie chce spać – albo chce, ale nie może na siedząco. Nudzi się, ale nie poogląda książeczki ani nie pogra w ‚kto pierwszy zobaczy… (i tu należy się umówić: traktor, tira, krowę)… Dziecko – zamiast okazać wdzięczność za twój wysiłek, zaczyna czepiać się wszystkiego i „a daleko jeszcze… a po co mnie zabrałeś z domu… w nosie mam dinozaury i inne kolejki wąskotorowe, które chcesz mi pokazać. Bo ‚nie’ i już”.

Atmosfera podczas wycieczkowej wyprawy z dzieckiem bywa gęsta.

Oczywiście – najczęściej podczas zwiedzania świata (czyli: przejażdżki kucykiem, kolejką wąskotorową czy spacerowania pomiędzy pradawnymi jaszczurami) dziecko popada w totalny zachwyt i nagle okazuje się, że ów wycieczkowy dzień to „najwspanialszy dzień mojego życia, kocham cię, tatusiu/mamusiu.. a kupisz mi jakąś pamiątkę?” ;)

Gdy wracasz z takiej rodzinnej wycieczki, czując się jak wyżęta ściereczka, obiecujesz sobie: nigdy więcej. I że gdy następnym razem najdzie cię ochota na jakąś wyprawę, przeczekasz ją, podróżując z dzieckiem palcem po mapie. Ale przecież powiedzenie, że podróże kształcą, jest jak najbardziej prawdziwe! Zatem nie zrażaj się i zabieraj malucha na różne wyprawy, by poznawało świat i otaczającą go przyrodę, powiększając w ten sposób bagaż swoich doświadczeń. To najwspanialszy podarek, jaki możesz dziecku ofiarować – będzie z niego korzystać, podróżując samodzielnie przez życie. Zatem – zapnijcie pasy i… szerokiej drogi!

Fantastyczne wakacje to nie tylko piękna, słoneczna pogoda i zagraniczne kurorty z opcją ‚all inclusive’. ‚Wypasione’ nadbałtyckie pensjonaty/komfortowe hotele w polskich górach (niewłaściwe – skreślić) również nie gwarantuj dobrego, urlopowego samopoczucia. Tak naprawdę świetnie wypocząć możemy nawet na polu namiotowym, zażywając kąpieli w jeziorze, jeśli tylko będziemy pamiętali o trzech ważnych zasadach!

Przede wszystkim – dobrze wybierzmy miejsce wakacyjnego wyjazdu. Jeśli nudzą nas leniwie spędzane godziny na plażach, lepiej nie kierować się w stronę morza lub jeziora. Nie przepadamy za wielogodzinnymi wędrówkami po górskich szlakach – omijajmy góry. Nie mamy ochoty w czasie urlopu wsłuchiwać się w wielkomiejskie odgłosy – zaplanujmy wakacje w dzikiej puszczy. Drażnią nas cudze dzieci (i towarzyszący im jedyny w swoim rodzaju zgiełk) – poszukajmy miejscowości, które nie są Mekką turystyczną dla rodzin z maluchami. Sami mamy małe dzieci – postarajmy się wybrać takie miejsce na wakacyjny wypoczynek, aby dzieci się nie nudziły, a my, dorośli, mimo wszystko znaleźli chwilę na odpoczynek. Słowem – dobrze wybrane, porządnie przemyślane miejsce wakacji (z wyborem noclegu włącznie) to już połowa sukcesu udanego wypoczynku.

Dobrze przygotujmy się do wyjazdu!

I nie chodzi tylko o to, by zabrać ze sobą wszystkie niezbędne rzeczy w rodzaju ubrań czy takich przedmiotów jak krem z filtrem oraz plażowy zestaw obowiązkowy – łopatki, wiaderka i foremki. ;) Dobrze jest przed wyjazdem zapłacić bieżące rachunki, sprawdzić wypłacalność karty kredytowej, posprzątać choć z grubsza mieszkanie i upewnić się, że wszystkie okna są solidnie zamknięte. Natrętna myśl o włączonym żelazku czy niemożność użycia karty kredytowej (bo gotówka ‚wyszła’) może skutecznie zepsuć wakacyjną atmosferę – podobnie zresztą jak wizja odciętego gazu (bo ten zaległy rachunek…) czy świadomość, że w chwili powrotu z wakacyjnych wojaży trzeba będzie odgruzować mieszkanie, bo w ferworze przygotowań do wyjazdu jakby się zabałaganiło…

I po trzecie – spróbujmy wrzucić na luz. Nie ma możliwości, żeby zawsze wszystko szło jak po maśle, zatem i na urlopie z pewnością coś będzie nie tak: kogoś poparzy słońce, zgubią się ulubione klapki, ktoś się rozchoruje – a pogoda się załamie i trzeba będzie zmienić wcześniejsze plany. Nie ma co rwać włosów z głowy, tylko podejść na wszystkiego na luzie – i zamiast pilnować porządku dnia z zegarkiem w ręce, zwyczajnie poleniuchować, dać dzieciom tylko lody na kolację czy iść spać bez wcześniejszego prysznica – w końcu urlop jest po to, aby zluzować cugle, jakie sami sobie nakładamy w ramach codziennych obowiązków i przepędzić codzienną rutynę, w jaką nieświadomie popadamy. Jeśli przy tym wszystkim będziemy pamiętali o odrobinie dobrego humoru – wakacje będą naprawdę wakacjami, które miło będzie wspominać w czasie zimowych, ciemnych wieczorów.

Ruszajmy dalej szlakiem polskich latarni – niech Bałtyk pokaże wszystkim malkontentom, co ma najlepszego. ;)

Po zwiedzeniu kilku pierwszych okazałych wież – Jarosławiec, Ustka, Czołpino – trzy kolejne latarnie, które – choć każda innej wysokości – zestawione ze sobą wyglądają niczym siostry. Wybudowane zostały na przestrzeni XIX wieku i do dziś spełniają bez zarzutu swoje zadania.

Latarnia Stilo zapewne zadziwi przyzwyczajonych do cegły i kamienia turystów – czarno-biało-czerwona wieża zbudowana została ze stalowych płyt, od środka wyłożonych grubym korkiem. To trzeba zobaczyć!

Stojąca na przylądku Rozewie latarnia nie nagrodzi turystów widokiem morza – można zwiedzić jedynie jej dolną część, z której nie widać spienionych fal. Ale za to można zobaczyć wiele ciekawych eksponatów, znajdujących się w Muzeum Latarnictwa – choćby po to warto pojechać do Rozewia!

Charakterystycznej, czerwono-białej latarni w Jastarni niestety nie można zwiedzić – jednak być na Wybrzeżu i nie zobaczyć z bliska tego swoistego symbolu polskiego latarnictwa? No po prostu się nie da!

Kolejny obiekt z gatunku ‚koniecznie trzeba’ – latarnia na Helu. Ta położona na końcu Półwyspu Helskiego latarnia ma swoje początki w XVII wieku i od tamtego czasu przeszła szereg ‚liftingów’, spowodowanych m.in. zniszczeniami wojennymi. Obecnie – to ośmiokątna wieża z ciemnoczerwonej cegły, która jest dostępna dla zwiedzających.

Idąc szlakiem latarni morskich nie można pominąć nowoczesnej, żelbetonowej konstrukcji, jaką jest prostokątna wieża w Gdańsku Porcie Północnym. Może i nie zachwyca wyglądem (ani nie pozwala się zobaczyć od środka), to jednak spełnia ważną rolę i jest jednym z ważniejszych punktów nawigacyjnych polskiego wybrzeża.

I ostatni przystanek w podróży szlakiem polskich latarni – Krynica Morska. Dzisiejsza, betonowa latarnia nie jest nawet w połowie tak piękna, jak jej zburzona w czasach II wojny światowej poprzedniczka. Uruchomiona pod koniec XIX wieku wieża wykonana była z najlepszych materiałów – cegły licówki i granitu, który sprowadzono aż z Drezna. Niemniej jednak warto zajrzeć do Krynicy i wędrówką na sam szczyt tej latarni zamknąć tę inspirującą wędrówkę po polskim wybrzeżu, które ciekawi, intryguje i zachwyca. A także motywuje do odkrywania kolejnych skarbów polskiego morza, których wybrzeże skrywa znacznie więcej, niż podejrzewa przeciętny, utyskujący na wszystko turysta… ;)

Niektórzy powiadają, że polskie morze jest ‚be’. Woda brudna i zimna, plaże zanieczyszczone i zapchane, ceny przesadne (delikatnie mówiąc), a turyści, wiadomo, jak na rodaków przystało: głośni, niekulturalni i na ogół pod wpływem napojów wyskokowych. To wszystko mocno zniechęca i sprawia, że Bałtyk zdaniem niektórych nie nadaje się na miejsce relaksu.

Ale kto powiedział, że nadmorski relaks musi składać się z wegetowania na plaży i stołowania się w podrzędnych smażalniach? Bałtyk to coś więcej, niż tandetne pamiątki bursztynopodobne czy ckliwe, oferowane na każdym stoisku (i groźne dla środowiska naturalnego) ‚lampiony szczęścia’. Turysta, któremu marzą się aktywne wakacje nad morzem, może przemierzyć polskie wybrzeże, ‚zaliczając’ po kolei wszystkie latarnie morskie, których Bałtyk (i Polacy ;) )- wstydzić się nie muszą. No bo jak tu mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do wysmukłych, przepięknych wież, będących zabytkowymi, pełnymi uroku budowlami, które – po pokonaniu niezliczonej ilości stopni – nagradzają swoich gości wspaniałym widokiem rozległego morza?

Podróż można zacząć już od Świnoujścia. Czeka tam na zwiedzających wspaniała, mająca ponad 64 metry wysokości wieża, która jest nie tylko najwyższą polską latarnią, ale także jedną z najwyższych wież tego typu na świecie! Ta charakterystyczna, żółta budowla z czerwonymi pasami zapewne przyprawi o bezdech niejednego turystę, ale koniecznie trzeba się na nią wdrapać – w końcu to jakby królowa polskich latarni…

Niepozorna, bo mająca zaledwie 18,2 metra wysokości latarnia Kikut/k. Wisełki, urzeka swoją lokalizacją: zbudowana z ciosanego kamienia polnego wieża stoi na malowniczym, wysokim brzegu klifowym, zaś fakt, że jest niedostępna dla zwiedzających, tylko dodaje jej uroku i tajemniczości.

Komu niestraszne życie na krawędzi, tego z pewnością zachwyci latarnia Niechorze. Ta 45-metrowa wieża stoi przy krawędzi stromego brzegu klifowego, zabezpieczonego betonową opaską. Śmiałków, którzy wdrapią się na górę, czeka jeszcze wspanialszy widok.

Kołobrzeska latarnia – produkt czysto turystyczny – wabi zwiedzających nie tylko wyjątkową panoramą na rozległą plażę i ujście z portu, ale także ciekawymi zbiorami sprzętu latarniczego oraz kolekcją minerałów, które można podziwiać w podziemiach wieży.

Wysmukła, zbudowana z czerwonej cegły latarnia w Gąskach przegoni zwiedzających przez 220 stopni, zanim pozwoli delektować bałtycką panoramą. Czy warto? Uśmiechy zwiedzających mówią same za siebie…

Pora na latarnię w Darłowie. To chyba jedyna polska latarnia, mająca kształt kwadratu. Stoi na tyle blisko morza, że często docierają do niej wzburzone fale, dlatego też zbudowaną ją z cegły ceramicznej i dodatkowo wzmocniona mieszaniną cementowo – wapienną.

A co dalej? A dalej mamy kolejne piękne, romantyczne i zachwycające, wyduszające ostatnie oddechy z płuc zwiedzających i przyprawiające wszystkich o drżenie nóg latarnie, które – już niebawem – zwiedzimy w drugiej części artykułu. Zapraszamy! ;)

Na urlopowe wojaże czekamy cały rok. Niestety wycieczki i wczasy nie zawsze spełniają nasze wyobrażenia. Zdarza się, że wracamy z urlopów źli, przemęczeni i pełni pretensji do biura podróży, które obwiniamy za nieudany wypoczynek. Tymczasem bardzo często okazuje się, że sami popełniliśmy kilka kardynalnych błędów, które z góry przesądziły o fiasku wakacyjnego wojażu.

Podstawowa zasada każe dokładnie planować każdy etap podróży. Powinniśmy zawsze zakładać, że nie wszystko musi wypalić i rezerwować sobie większe bufory czasowe. Nie ma nic bardziej meczącego niż wegetowanie na lotniskach lub dworcach w oczekiwaniu na możliwość dotarcia do celu przeznaczenia. Te zasady dotyczą nie tylko samej podróży, ale również samodzielnych wycieczek w trakcie pobytu.

Wielu turystów dopiero na lotnisku dowiaduje się, że posiadane przez nich dokumenty podróży nie upoważniają do przekroczenia granicy. Najczęstszym powodem nieporozumień jest założenie, że jeśli paszport posiada jeszcze kilkutygodniowy okres ważności, to wszędzie nas wpuszczą. W niektórych krajach jest wymóg, żeby paszport osoby wjeżdżającej był ważny co najmniej 6 miesięcy lub nawet cały rok.

Warto pamiętać, że cała turystyka opiera się na niepowtarzalnych okazjach i nie koniecznie ze wszystkich należy od razu korzystać. Można się bardzo zdziwić, że wycieczki, które otrzymaliśmy w kraju po preferencyjnych i wyjątkowych cenach, na miejscu można wykupić za połowę zapłaconej kwoty. Niekiedy decydując się na pozornie tańszy hotel, skazujemy się na stratę czasu i pieniędzy na dojazdy.

Wychodząc z domu trzeba przypomnieć sobie, jaki jest cel naszego wyjazdu. Mamy urlop i powinniśmy z niego możliwie najlepiej korzystać. Naszym celem ma być dobra zabawa, relaks i poszukiwanie jedynie dobrych wrażeń. Kłopoty zawsze się zdarzają. Niekiedy pokój jest inny niż na folderze, innym razem lokalizacja okazuje się różna od obiecywanej. Trzeba samemu sobie zadać pytanie, czy to wystarczający powód do psucia sobie urlopu niepotrzebnymi nerwami. Nie zmienimy całego świata, a jeśli wyjazd naprawdę nie będzie nam się podobał, to w przyszłym roku możemy zmienić organizatora.

Wczasy all inclusive są droższe od innych ofert. Zgodnie z umową, wszystko powinno być zawarte w cenie. Za jedną opłatę powinniśmy mieć zagwarantowane różne usługi, świadczone przez hotel, do którego się udajemy. Oczywiście jedynie teoretycznie. Zazwyczaj w ten sposób biura podróży oznaczają wyjazdy z pełnym wyżywieniem. Dlatego przy ofertach pojawiają się oznaczenia typu: ultra all inclusive lub total all inclusive. Podane przykłady dowodzą, że organizatorzy wyjazdów oraz hotele mają nieograniczone zasoby pomysłów marketingowych i należy brać na to poprawkę.

Zorganizowana turystyka rządzi się swoimi prawami. Niestety mało precyzyjne umowy należą do najczęściej stosowanych kruczków. Skoro dla biur podróży istnieje coś więcej niż wszystko, to należy mieć się na baczności. Dlatego nigdy nie należy zbytnio wierzyć opowieściom przedstawicieli handlowych i agentów, którzy roztaczają przed nami niezwykle barwne opisy luksusów, które czekają nas po przyjeździe do wybranego hotelu. Należy uważnie przeczytać umowę i dopilnować, żeby zawierała definicje wszystkich, użytych w niej pojęć. Inaczej nasze wczasy mogą przynieść wiele niespodzianek.

Oczywiście wspomniane wyjazdy all inclusive wcale nie muszą nas rozczarować. Tak naprawdę wszystko zależy od standardu hotelu, w którym będziemy mieszkać. Kompleksowo opłacone wycieczki gwarantują odpowiedni stan psychiczny tym z nas, którzy w czasie urlopu nie zamierzają niczym się zajmować. Dzięki tej opcji mogą poczuć się jak małe dzieci i poświecić wyłącznie zabawie. Turyści, którzy pragną aktywnie spędzać czas, lubią zwiedzać i nie zachowują reżimów czasowych, nie powinni decydować się na tego typu rozwiązania, skoro i tak codziennie będą żywić się w innym miejscu.

Polacy nie należą do Europejskich krezusów, ale pomimo to lubią zwiedzać świat. Pieniędzy mamy stosunkowo mało i dlatego staramy się oszczędnie planować zagraniczne wycieczki. Jednym z najskuteczniejszych sposobów na ekonomiczne wczasy jest zakup wyjazdu last minute. Wiadomo, że im bliżej wyjazdu, tym bardziej biura podróży chcą się pozbyć ostatnich, wolnych miejsc. Niekiedy opłaca się sprzedać je po kosztach, ponieważ wtedy zapobiega się stratom, wynikającym z rezerwacji miejsc, z których nikt nie skorzysta. Najłatwiej mogą z tej możliwości skorzystać osoby, które nie mają większych problemów z wzięciem urlopu. Dobrze jest również nie nastawiać się na konkretny kierunek, ale czekać na korzystną ofertę.

Wielu rodaków uważa, że taniej zorganizują wyjazd, jeśli zrezygnują z pośrednictwa biura podróży. Oczywiście jest to możliwe, ale w praktyce dość trudne. Samodzielna turystyka wymaga znajomości kraju, do którego się wybieramy i zwyczajów, które w nim panują. Ceny dla biur podróży są kalkulowane zawsze z odpowiednim rabatem. Kontrahent, który kupuje hurtowo, zawsze jest lepiej traktowany niż detalista. Pomimo oferty tanich linii lotniczych, trudno znaleźć niedrogie loty, łączące Polskę z rejonami atrakcyjnymi turystycznie. Przeważnie czarter wychodzi dużo drożej. Miedzy bajki należy również włożyć opowieści, że podróż samochodem może być tania. Ceny benzyny z roku na rok szybują w górę nie tylko u nas. Poza tym przejeżdżając przez niektóre państwa doliczyć trzeba koszty autostrady i parkingów.

Szukając tanich wyjazdów warto sprawdzać oferty rodzinne. Wiele biur podróży oferuje stałą opłatę za dzieci do 12 roku życia, niezależnie od liczby dni. Jeżeli nie chcemy przepłacać, warto sprawdzić propozycje kilku organizatorów i nie zadawalać się pierwszymi propozycjami. Poza tym, rozmawiając z przedstawicielami i agentami zawsze można się potargować. Stara zasada handlowców głosi, że nie ma takiego rabatu, który nie mógłby być wyższy. Rozmawiając o szczegółach wyjazdu zawsze warto więc ponegocjować warunki finansowe. Niekiedy przynosi to znakomite efekty.

Urlop jest najbardziej wyczekiwanym okresem w roku. Wreszcie można zająć się sobą, czyli w potocznym rozumieniu nie robić nic. Okazuje się, że Polacy miewają na wakacje ambitne plany. Przynajmniej takie są nasze deklaracje. Później wiele z wcześniejszych zamierzeń przekładamy na następny urlop. Rok nie jest przecież taki długi. Ankieterzy TNS OBOB zbadali, jakie są nasze ulubione zajęcia w czasie wakacyjnych wojaży. Odpowiedzi były imponujące – panie zadeklarowały, że najchętniej spędzałyby czas w SPA, na zakupach, w saunie lub solarium, a panowie wybraliby sport i zwiedzanie muzeów.

Biura podróży również mają swoje obserwacje, dotyczące sposobów, w jakie relaksujemy się wyjeżdżając na wczasy. Zazwyczaj są one zbieżne w wynikami przytaczanych badań, które z deklaracjami mają już niewiele wspólnego. Co czwarty ankietowany przyznał, że w czasie urlopowych wyjazdów imprezuje do białego rana, nie stroni od kieliszka, lubi się obżerać i bez umiaru kupuje. Co piąta osoba ujawniła, że wakacyjne wycieczki są okazją do poznawania nowych ludzi i flirtów.

Wszystko wskazuje na to, że turystyka po polsku ma dwa oblicza. Oficjalnie jesteśmy aktywni, pragniemy zadbać o zdrowie, wygląd i kondycję fizyczną, a przy okazji poznawać kulturę i tradycję odwiedzanych miejsc. W rzeczywistości myślimy jednak o tym, żeby po czasie ciężkiej pracy oddać się miłemu nieróbstwu, opilstwu, obżarstwu i jako nieliczną aktywność zaryzykować niegroźny, erotyczny podbój.

Biura podróży z niepokojem spoglądają na kraje Afryki Północnej i liczą straty. Niestabilna sytuacja polityczna w Egipcie, który należy do najczęściej wybieranych kierunków zagranicznych wojaży Polaków spowodowała, że organizatorzy odwołują wyjazdy. Co prawda rezydenci, przebywający w najsłynniejszych, egipskich kurortach zapewniają, że Hurgharda czy Szarm El-Szejk są wolne od protestów i niepokojów, ale świadomość niebezpieczeństwa pozostała. Turystyczny raj zamienił się bowiem w piekło, w którym życie straciło już kilkaset osób. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleciło ostrożność i rozwagę przy podejmowaniu decyzji o wyjeździe i poradziło polskim turystom, aby nie opuszczali kurortów. Później poprosiło o wstrzymanie wyjazdów.

Turystyka od dawna boryka się z problemami, związanymi z pogodzeniem interesów urlopowiczów, którzy są spragnieni słońca, malowniczych plaż i błękitu morza z warunkami, panującymi w krajach uchodzących za turystyczne raje. Miejsc, w których wczasy upływają w cieniu luf karabinów jest więcej. Egipt stanowi jedynie najnowszy przykład tego dylematu. Bardziej widoczny z naszej perspektywy ze względu na duże powodzenie ekonomicznie atrakcyjnych wyjazdów. Wycieczki na Sri Lankę są mniej popularne. Dlatego nie zastanawiamy się, jakie znaczenie dla turystyki na wyspie ma tocząca się tam bez ustanku wojna domowa.

Kwestia wyjazdów w miejsca dotknięte konfliktami, przemocą, wojnami jest istotna nie tylko ze względu na zapewnienie bezpieczeństwa turystom. Do rozważenia pozostają jeszcze problemy etyczne, związane z takimi sytuacjami. Niestety spora część z nas nie ma takich dylematów. Wiele osób było zawiedzionych decyzjami biur podróży, które odwoływały wyjazdy pod piramidy. Krew na ulicach nie wszystkim przeszkadzała, byle kelner doniósł drinka skoro opłacono wyjazd all inclusive. Takie postawy szokują, ale mają swoje finansowe przyczyny. Jeżeli klient sam rezygnuje z wyjazdu, to zazwyczaj traci, bowiem organizator nie ma obowiązku pełnego zwrotu wpłaconych pieniędzy. Inaczej jest, jeśli impreza turystyczna zostanie odwołana przez organizatora. Dlatego dobrze, że biura zaczęły rezygnować z wyjazdów. Wiara, że świat stanie się spokojniejszy jest złudna. Przez różne miejsca na świecie będą przetaczały się wojny i konflikty. Niestety taka jest logika naszych czasów. Nam pozostaje jedynie umiejętność zachowania się w sposób godny i odpowiedzialny.